Historia pewnego dzwonka

with Brak komentarzy

HISTORIA PEWNEGO DZWONKAHistoria pewnego dzwonka

Dzisiaj będzie krotko, ale za to wielkanocnie. Taką ciekawostkę mam dla Was. Czy wiedzieliście, że we Francji na Wielkanoc to nie zając roznosi jajka? Jak nie zając to kto? Ano dzwonek. A w zasadzie należałoby powiedzieć dzwon, albo, mierząc ilości roznoszonych jajek, dzwony w liczbie mnogiej.

Kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam, moja niepoprawnie marzycielska głowa wyświetliła obrazek ślicznej wróżki zwanej Dzwoneczkiem. Takiej jak ta z Kapitana Hooka granej przez Julie Roberts. Nic z tego. Wielkanocne dzwonki starsze niż Kapitan Hook.

Skąd się więc wziął zwyczaj mówienia o wielkanocnych dzwonkach?

Otóż w Wielki Czwartek, początek wielkanocnego Triduum, w czasie śpiewu „Chwała na wysokości Bogu” (polski odpowiednik) po raz ostatni grają dzwony i organy. Kiedy śpiew się kończy milkną i one. I nie słychać ich aż do niedzielnej Rezurekcji. Przyznam naiwnie, że nigdy na to nie zwróciłam uwagi.

We Francji odbywa się to tak samo. A co się może dziać z dzwonami, których nie słychać? No bo jak nie słychać, to znaczy, że ich nie ma. A jak ich nie ma to gdzie mogą być? Zwyczajowo opowiada się tutaj dzieciom legendę, według której wszystkie dzwony lecą do Rzymu żeby zostać poświęcone przez Papieża. A wracają nie tylko pobłogosławione, ale również pełne czekoladowych jajek i innych słodyczy. Kiedy przelatują nad domami słodycze z nich wypadają prosto do ogródków. Tradycyjnie w niedzielę dzieci wychodzą na poszukiwanie tych słodkich zdobyczy.

Voilà!

Miłych Świąt Wielkanocy Wam życzę.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się.